Symbole rządzą wyobraźnią narodów i organizacji. Falerystyka (odznaczenia), weksylologia (flagi i sztandary) oraz heraldyka (herby) nie są naukami pomocniczymi historii zamkniętymi w muzealnych gablotach. To żywy kod, którym państwo i liderzy komunikują swoje wartości. Jako badacz i praktyk zajmuję się tym kodem, by zrozumieć, jak estetyka władzy wpływa na etykę obywatelską.
Moje korzenie: bunt przeciwko bylejakości
Moje zainteresowanie symboliką państwową nie wzięło się z pasji kolekcjonerskiej, lecz z buntu przeciwko hipokryzji.
Jako młody członek cenionej organizacji wychowawczej zostałem postawiony przed wyborem, który nigdy nie powinien mieć miejsca w wolnej Polsce. Środowisko deklarujące się jako „niepodległościowe” usiłowało wymusić na mnie złożenie uroczystego, publicznego zobowiązania na sztandar z komunistycznymi patronami i orłem bez korony. Wszystko to działo się dekady po transformacji ustrojowej, w imię „tradycji” i biurokratycznej inercji.
Zrozumiałem wtedy fundamentalną prawdę, która kieruje mną do dziś:
Patriotyzm bez wiedzy historycznej i wrażliwości estetycznej jest pusty. Można mieć usta pełne frazesów o służbie Ojczyźnie i wychowywaniu młodego człowieka, a w rękach nieświadomie trzymać symbol zniewolenia – tylko dlatego, że „nie chciało się go zmienić”.
Ta lekcja ukształtowała mnie jako badacza i lidera. Zrozumiałem, że estetyka to etyka. Jeśli symbol jest kłamstwem (reliktem totalitaryzmu), to organizacja, która się nim posługuje, traci wiarygodność. Tym bardziej, jeśli wymówką jest rzekomy brak nowych patronów – mimo że historia Polski dostarcza ich tysiące – lub co gorsza: relatywizowanie zła.
Dziś zajmuję się falerystyką i historią symboli II RP po to, by nigdy więcej – ani w mojej służbie, ani w zarządzanych przeze mnie instytucjach – bylejakość estetyczna nie doprowadziła do kompromitacji etycznej. Symbol musi być Prawdą. Jeśli nią nie jest – należy go zmienić, a nie kazać ludziom na niego przysięgać.

Ten brak szacunku dla symboli nie objawia się jedynie w sferze ideowej, ale ma także swój bolesny wymiar materialny. Doskonałym przykładem tej degradacji jest los historycznych weksyliów naszego Szczepu. Archiwalne zdjęcia z uroczystości na Wawelu w 1970 roku dokumentują istnienie kompletu kilkunastu proporców i płomieni do fanfar. Nie były to pośledniej jakości dekoracje, lecz dzieła sztuki użytkowej, zamówione w renomowanej Spółdzielni Rękodzieła Artystycznego im. Stanisława Wyspiańskiego – tej samej, która w tym samym stylu wykonała sztandar. Co stało się z tym dziedzictwem? Przez dekady większość z tych unikatowych obiektów została rozkradziona jako „obozowe trofea” lub zniszczona przez niekompetencję opiekunów wskutek błędnego zrównania dzieła sztuki hafciarskiej ze zwykłym sprzętem obozowym. Fakt, że te weksylia „pracowały” w polu, nie usprawiedliwia ich utraty – szlachetność wykonania (Spółdzielnia Wyspiańskiego, złota nić) od początku narzucała na opiekunów obowiązek traktowania ich na równi ze sztandarem, a nie jako wymiennych akcesoriów.
To właśnie ten kazus – obok trwania przy komunistycznych patronach innej jednostki – definiuje mój sprzeciw. Pozwolenie na to, by unikatowe wytwory krakowskiego rzemiosła niszczały w wilgotnych magazynach lub stawały się łupem zbieraczy, jest dla mnie barbarzyństwem równym fałszowaniu historii. Dlatego weksylologia i historia sztuki użytkowej nie są dla mnie akademickim hobby, lecz niezbędnymi narzędziami audytu i ochrony naszej tożsamości przed niszczącą siłą bylejakości.
Weksylologia somatyczna. Wiedza, która weszła w ciało
Nie jestem weksylologiem gabinetowym. Moje rozumienie ciężaru symbolu nie jest metaforą – jest dosłownym zapisem pamięci mięśniowej. Przez lata pełniłem funkcję sztandarowego, występując na najważniejszych uroczystościach państwowych i kościelnych (Katedra wawelska – 3 Maja, 11 Listopada).
Znam fizykę sztandaru: wiem, jak płat zachowuje się na wietrze, jak ciążą na barku drzewce po długim maszerowaniu, jak zachowuje się ciało po godzinach stania na baczność w pełnym słońcu. To doświadczenie – które nazywam humanistyką somatyczną – nauczyło mnie, że sztandar nie jest wyłącznie projektem graficznym. Jest żywym, wymagającym organizmem, który wchodzi w interakcję z ciałem niosącego.
Dlatego moja praktyka weksylologiczna nie kończy się na teorii. Jako lider organizacji wychowawczej za własne pieniądze wyposażałem poczty w godny sprzęt (szarfy, rękawice) i osobiście dbałem o ceremoniał. Wierzę, że jeśli symbol jest ważny, to sposób jego noszenia musi być nienaganny.
Dizajn II Rzeczypospolitej: państwo jako dzieło sztuki
Szczególnym obszarem moich badań jest II Rzeczpospolita. Odrodzona Polska stanęła przed tytanicznym zadaniem: musiała nie tylko scalić trzy zabory, ale także stworzyć własną identyfikację wizualną, z jednej strony nawiązującą do tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a z drugiej – do nowoczesnej tradycji republikańskiej.
Dla twórców II RP – artystów, legionistów, polityków – design państwowy nie był dekoracją. Był narzędziem suwerenności. Order Odrodzenia Polski czy Krzyż Zasługi nie były tylko kawałkiem metalu – były nową walutą społeczną, która miała zastąpić ordery zaborców, zabraniając ich eksponowania. Rozumiano, że chaos wizualny osłabia autorytet państwa.
Fascynuje mnie ten moment, w którym sztuka spotyka się z władzą. II RP udowodniła, że nowoczesne państwo musi być zaprojektowane pięknie i mądrze, o czym świadczyła także nowoczesna architektura użyteczności publicznej, a także dizajn.
Kultura nagradzania: falerystyka w zarządzaniu
Nie jestem numizmatykiem – nie zajmuję się wyceną rynkową orderów (zostawiam to ekspertom rynku antykwarycznego). Interesuje mnie socjologia uznania.
W dzisiejszym świecie (zarówno w wojsku, NGO, jak i biznesie) zapomnieliśmy o sztuce mądrego nagradzania. Falerystyka uczy nas, że:
- Odznaczenie to komunikat: mówi nie tylko o zasługach nagrodzonego, ale także o wartościach nagradzającego.
- Hierarchia ma znaczenie: dewaluacja odznaczeń (rozdawanie ich za wątpliwe zasługi lub tworzenie „prywatnych orderów”, żerujących na renomie symboli historycznych) niszczy morale skuteczniej niż brak nagród.
- Symbol buduje wspólnotę: ludzie są gotowi na największe poświęcenia nie dla pieniędzy, ale dla poczucia przynależności, które symbolizuje niezmienny od dziesięcioleci państwowy order.
Jako teoretyk i praktyk promuję powrót do kultury honoru w zarządzaniu organizacjami. Wierzę, że dobrze zaprojektowany system awansów i korzystanie z dostępnego dla wszystkich obywateli odznaczeń jest potężnym narzędziem motywacyjnym, o ile stoi za nim prawda, a nie biurokracja. Rolą odpowiedzialnego lidera jest świadome korzystanie z tych narzędzi.
Misja: system dostępny i zrozumiały dla każdego
Ordery i sztandary to nie tylko historia. To współczesne pole walki o pamięć i tożsamość. Moim celem jest edukacja i uwrażliwienie społeczeństwa na język symboli. Chcę, abyśmy rozumieli, co i w jaki sposób nosimy w klapie marynarki czy na mundurze – a przede wszystkim dlaczego warto to robić.
Chcę przy tym pokazać, że system ten nie jest zarezerwowany wyłącznie dla elit politycznych, ale został zbudowany z myślą o większości aktywnych społecznie obywateli, którzy swoją służbą budują Rzeczpospolitą.
Wkrótce kompendium wiedzy na ten temat znajdzie się na moim autorskim portalu:
Odznaka jako dowód kompetencji
Falerystyka to nie tylko ordery nadawane przez Prezydenta. To także systemy odznak turystycznych i krajoznawczych, które stanowią zapomniany (nieuświadamiany?), a zarazem genialny system grywalizacji dziedzictwa.
Dlaczego rozszerzam definicję? (autorska wizja)
W klasycznym ujęciu falerystyka zajmuje się orderami nadawanymi przez władzę. Ja jednak świadomie i celowo rozszerzam to pojęcie o systemy odznak turystycznych i krajoznawczych. Dlaczego?
Ponieważ istota falerystyki nie leży w tym, kto nadaje odznakę (Prezydent czy PTTK), ale w tym, jaką funkcję ona pełni. A funkcje te są tożsame:
- Funkcja motywacyjna: Zarówno Order Odrodzenia Polski, jak i Górska Odznaka Turystyczna mają mobilizować do wysiłku i przekraczania własnych granic.
- Funkcja identyfikacyjna: Metalowy znaczek w klapie czy na plecaku jest kodem – mówi „należę do tej wspólnoty’, „wyznaję te wartości”, „przeszedłem tę drogę”.
- Funkcja dokumentacyjna: odznaka jest trwałym, a zarazem estetycznym dowodem przebytego procesu (szlaku, służby, nauki).
Moja autorska wizja falerystyki totalnej zakłada, że w nowoczesnym społeczeństwie obywatelskim to właśnie te oddolne, zdobywane własnym wysiłkiem „ordery codzienności” (jak odznaki krajoznawcze) pełnią istotną rolę. Uczą szacunku do symbolu, systematyczności i zdrowej dumy z osiągnięć. To nie jest tylko pamiątkarstwo – to zdemokratyzowany system honorowy, dostępny dla każdego, kto ma determinację do pracy nad sobą.
Wielu traktuje odznakę turystyczną (np. PTTK) jako pamiątkę z wycieczki. To błąd. W ujęciu semiotycznym, odznaka zdobyta (a nie kupiona) jest certyfikatem kompetencji.
- Górska Odznaka Turystyczna czy Odznaka Turystyki Pieszej to dowód na wytrwałość i kondycję;
- Odznaka Krajoznawcza to dowód na posiadanie rozległej wiedzy o historii, sztuce i przyrodzie regionu;
- Tzw. blacha przewodnicka to dowód na rozległe umiejętności liderskie.
Fascynuje mnie ten oddolny wymiar falerystyki. Jest to system, w którym obywatel sam wyznacza sobie cele, realizuje je w terenie, a odznaka jest fizycznym, estetycznym dowodem procesu samokształcenia. W świecie cyfrowych lajków, metalowa odznaka weryfikowana przez kadrę programową jest jednym z ostatnich, twardych dowodów na to, że ktoś naprawdę wykonał satysfakcjonujący i pożyteczny wysiłek fizyczny i intelektualny. To humanistyka somatyczna w czystej postaci.
Lekcja z II RP
Przedsionek zasługi. Od odznaki obywatelskiej do orderu państwowego
W refleksji nad falerystyką II Rzeczypospolitej kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między odznaką a orderem – nie jako konkurencyjnymi symbolami, lecz jako kolejnymi stopniami tego samego porządku aksjologicznego. W tym kontekście może pojawić się zarzut: jak można stawiać w jednym szeregu Order Virtuti Militari i Górską Odznakę Turystyczną (GOT)? Co wspólnego ma turystyczna odznaka plecakowa z najwyższym państwowym orderem wojennym? Czy takie zestawienie nie prowadzi do dewaluacji bohaterstwa i ofiary krwi?
Jako badacz II Rzeczypospolitej odpowiadam jednoznacznie: nie zrównuję rangi zasług, lecz wskazuję na wspólną logikę służby i awansu moralnego.
System odznak turystycznych i obywatelskich (takich jak GOT) nie powstał w próżni. Jego konstrukcja świadomie nawiązuje do systemu państwowych odznaczeń II RP, pełniąc rolę swoistego laboratorium postaw obywatelskich – przestrzeni, w której kształtuje się nawyk wysiłku, odpowiedzialności i długofalowego zaangażowania.
1. Hierarchia kruszców – pedagogika stopniowego wysiłku
Nieprzypadkowo hierarchia odznak turystycznych (brązowa – srebrna – złota) stanowi lustrzane odbicie hierarchii państwowych odznaczeń cywilnych II RP, takich jak Krzyż Zasługi czy Medal za Długoletnią Służbę. Ten porządek uczy fundamentalnej zasady republikańskiej: zaszczyty nie są jednorazowym aktem, lecz rezultatem długotrwałej, konsekwentnej pracy. Odznaka staje się tu czytelną lekcją, że rozwój osobisty i obywatelski ma charakter stopniowy i wymaga cierpliwości.
2. Transfer determinacji – od gór do służby publicznej
Falerystykę obywatelską można traktować jako poligon charakteru, na którym kształtuje się cecha kluczowa dla zasług cywilnych: wytrwałość. Istnieje wyraźna korelacja między konsekwencją w realizowaniu długofalowych celów a etyką pracy w życiu zawodowym i społecznym:
- Jeśli ktoś przez lata, w wolnym czasie i często w niesprzyjających warunkach, zdobywa kolejne stopnie Górskiej Odznaki Turystycznej, dowodzi posiadania imperatywu systematyczności i samodyscypliny.
- Ten sam imperatyw wytrwałości pozwala następnie przez lata rzetelnie pełnić służbę cywilną, działać w organizacjach społecznych lub pracować naukowo – a to właśnie takie zasługi II RP honorowała już nie odznaką organizacyjną, lecz państwowym Medalem za Długoletnią Służbę.
3. Od „poznaj” do „chroń” – etos krajoznawczy II RP
Fundamentem tego systemu wychowawczego był etos krajoznawczy, streszczony w haśle: „Poznaj swój kraj”. Mechanizm ten był prosty i głęboko republikański: nie da się szanować ani chronić tego, czego się nie zna:
- Odznaka turystyczna motywuje do poznania przestrzeni, historii i kultury;
- Poznanie rodzi szacunek i emocjonalne przywiązanie;
- Przywiązanie zaś przekłada się na gotowość do pracy na rzecz wspólnoty i państwa.
W tym ujęciu odznaka turystyczna staje się „przedsionkiem” odznaczeń państwowych – miejscem, w którym w skali mikro uczymy się, że wysiłek ma sens, a wierność mniejszej idei (turystyce, krajoznawstwu, samodoskonaleniu) przygotowuje do wierności idei większej: Rzeczypospolitej.
Kuźnia obywatela – państwowa pedagogika II RP
System wartości II Rzeczypospolitej, sformalizowany m.in. w konstytucji kwietniowej, postrzegał obywatela jako najcenniejszy kapitał państwa. Zdrowie, sprawność i odporność psychofizyczna nie były traktowane jako sfera prywatnych zainteresowań, lecz jako element racji stanu i fundament trwałości wspólnoty politycznej. Wyrazem tej logiki było ustanowienie w 1930 roku Państwowej Odznaki Sportowej (POS) – odznaczenia nadawanego oficjalnie przez instytucje państwowe nie za czyny bojowe, lecz za systematyczną pracę nad własną sprawnością fizyczną.
W tym historycznym i aksjologicznym ujęciu odznaki turystyczne (takie jak Górska Odznaka Turystyczna, powstała w tym samym klimacie intelektualnym i w zbliżonym czasie) oraz ordery wojenne stanowią elementy jednego, spójnego systemu wychowawczego. Odznaka (POS, GOT) nagradza proces budowania potencjału: siły, charakteru, samodyscypliny, orientacji w terenie i zdolności do pokonywania trudności. Jest potwierdzeniem, że obywatel świadomie pracuje nad sobą, przygotowując się do odpowiedzialnego uczestnictwa w życiu wspólnoty. Order wojenny – jak Virtuti Militari – jest natomiast nagrodą za poświęcenie tego potencjału w służbie wyższej sprawie, często w warunkach ostatecznego ryzyka.
Nie istnieje skuteczna obrona Ojczyzny bez wcześniejszej, długotrwałej pracy nad własną sprawnością i charakterem. Dlatego system odznak turystycznych i system państwowych odznaczeń bojowych należy traktować jak naczynia połączone: jeśli wspólnota przestaje szanować drobne symbole codziennego wysiłku, z czasem traci zdolność rozumienia i doceniania wielkich symboli ofiary i poświęcenia.
Higiena wizualna: obrona przed „patriotyzmem cargo”
Współczesna polska przestrzeń publiczna zmaga się z niebezpiecznym zjawiskiem, które nazywam mimikrą falerystyczną lub „wizualnym phishingiem”. Wykorzystując luki w prawie i społeczne zaufanie do munduru, powstają grupy przebierające się w historyczne lub quasi-wojskowe stroje, przypisując sobie nielegalne stopnie i dekorując się fantazyjnymi orderami bez pokrycia (takimi jak prywatne wersje Orderu św. Stanisława czy inne imitacje odznaczeń państwowych).
To nie jest nieszkodliwy folklor. To kradzież autorytetu.
Jako badacz staję w obronie powagi symboli państwowych. Moim celem jest wyposażenie społeczeństwa w narzędzia krytyczne – swoistą obronę cywilną umysłu – pozwalające odróżnić prawdziwego oficera od przebierańca, a realne zasługi od kupionych w internecie błyskotek.
Gdy mundur staje się kostiumem, a order gadżetem, bezpieczeństwo państwa (oparte na zaufaniu do jego funkcjonariuszy) zostaje zagrożone. Dlatego falerystyka w moim wydaniu to nie tylko historia sztuki – to także audyt wiarygodności osób publicznych, które po te symbole sięgają.
Komentarz do zdjęcia otwierającego tekst
Geneza symbolu. Dziedziniec wawelski, 23 maja 1970 r. Uroczystość wręczenia sztandaru i nadania Szczepowi imienia gen. Mariusza Zaruskiego. Widoczne na zdjęciu proporce do werbli zostały wykonane w Spółdzielni im. Stanisława Wyspiańskiego – w tym samym czasie i w tym samym standardzie artystycznym co sztandar szczepu. Źródło: K. Szczeklik, Szczep Północnej Gwiazdy. Geneza i pierwsze lata, Kraków [bdw.], s. 187.


