Nie do Lwowa tęsknimy po latach rozłąki, lecz do siebie samych we Lwowie.
– J. Wittlin, Mój Lwów
Poeta odpowiedzialności
Często zdarza mi się słyszeć pytanie: dlaczego akurat Wittlin? Dlaczego poświęcam życie pisarzowi, który pisał „mało”, powoli i pozostaje w cieniu głośniejszych nazwisk swojej epoki?
Wielu badaczy czyta Wittlina dla estetyki – dla jego genialnej frazy, dla Soli ziemi, dla kunsztu tłumacza Odysei. Mnie jednak w Wittlinie urzekło coś znacznie potężniejszego niż styl. Urzekła mnie jego totalna spójność.
W świecie, gdzie słowa są tanie, a poglądy zmienia się jak rękawiczki, Józef Wittlin stoi jak monolit. U niego nie ma pęknięcia między Biografią a Dziełem. To, co pisał o wojnie, o wygnaniu, o cierpieniu – było realnie przeżyte i opłacone najwyższą ceną. Jego literatura nie była „produkcją tekstów”. Była aktem etycznym.
Słowo
Wittlin traktował słowo z głęboko humanistyczną czcią. Wierzył w odpowiedzialność za słowo. Wiedział, że słowo może zabić (propaganda) i słowo może ocalić (poezja). Ta postawa jest mi bliska. W mojej pracy – czy to naukowej, czy liderskiej – staram się dążyć do tego samego ideału: by słowo znaczyło dokładnie to, co ma znaczyć. By nie było watą, ale budulcem.
Przestroga dla XXI wieku
Dlaczego czytam go dzisiaj? Bo „piekło XX wieku”, które opisał w Orfeuszu, nie zgasło. Ono zmieniło dekoracje. W epoce szumu informacyjnego, algorytmów generujących treści i kryzysu autorytetów, głos Wittlina brzmi donioślej niż kiedykolwiek.
On uczy nas między innymi:
- Uważności – by dostrzec „prostego człowieka” w trybach wielkiej historii (Piotr Niewiadomski);
- Odwagi – by nazywać zło po imieniu, nawet gdy jest się na wygnaniu.
Moim celem nie jest postawienie Wittlinowi kolejnego pomnika. Moim celem jest uczynienie jego głosu słyszalnym w piekle XXI wieku. Chcę, byśmy usłyszeli jego przestrogi, zanim będzie za późno. Bo Wittlin to nie historia literatury. To instrukcja obsługi sumienia na czasy kryzysu.
Trafność i aktualność diagnoz
Moje przekonanie o aktualności Wittlina nie jest publicystyczną tezą postawioną na potrzeby chwili, a moja dzisiejsza postawa – lidera, który patrzy na systemy krytycznie i staje po stronie człowieka – nie jest wizerunkową kreacją. Jest konsekwencją drogi badawczej.
Już w 2021 roku, we wstępie do mojej pracy magisterskiej zatytułowanym Aktualność twórczości Józefa Wittlina, stawiałem diagnozę, która dziś – w obliczu wojny za naszą granicą i dehumanizacji debaty publicznej – z każdym rokiem staje się coraz bardziej przerażająca. Pisałem wtedy o niezmienności natury ludzkiej i powtarzalności mechanizmów przemocy:
Pomimo doświadczenia piekła XX wieku […] w różnych zakątkach świata mają miejsce krwawe konflikty, człowiek wciąż zabija człowieka, »bo wraży kształt jego czapki i wraże na nim guziki«, wciąż na świecie odbywa się proces antagonizowania ludzi przeciwko sobie.
To zdanie definiuje moją misję. Moja misja „humanistyki w działaniu” polega właśnie na tym: by w świecie technologii i procedur zawsze widzieć pojedynczego Piotra Niewiadomskiego. To Wittlin zdefiniował mój kompas moralny.
W tej samej pracy zdefiniowałem rolę współczesnego intelektualisty. Nie jest nim ktoś, kto ucieka w piękno, ale ktoś, kto – jak Orfeusz – schodzi do piekła teraźniejszości, by ratować sens:
Dawny Orfeusz pieśnią swą pokonywał jedynie dźwięki przyrody. Dziś – musi przekrzyczeć, nawet w czasie pokoju – straszliwe piekło dźwięków sztucznych, będących dziełem człowieka1.
Dla mnie Wittlin nigdy nie był tylko historią literatury. Był instrukcją obsługi rzeczywistości, w której „wielka historia” i „piekielny ryk maszyn” miażdżą jednostkę. Moją rolą jest bycie tym, który pomaga ten ryk przekrzyczeć.
Książka, która zmieniła moje życie
Zainteresowanie życiem i twórczością Józefa Wittlina zawdzięczam prof. Łukaszowi Tischnerowi oraz prof. Wojciechowi Ligęzie, profesorom Wydziału Polonistyki UJ, kierownikom Katedry Historii Literatury Polskiej XX Wieku, którzy w niezwykle sugestywny sposób zaprezentowali mi wartości artystyczne i moralne płynące z postawy oraz twórczości autora Soli ziemi. Studencki zachwyt nad dorobkiem Józefa Wittlina zaowocował obroną prac licencjackiej oraz magisterskiej, poruszających różne aspekty twórczości pisarza. Zachwyt nad twórczością Józefa Wittlina na kilka lat przystopował moją pasję w odkrywaniu twórczości Kazimierza Wierzyńskiego, któremu poświęciłem swój naukowy debiut i pierwsze poważniejsze prace studenckie.
W pracy licencjackiej udowadniałem wyjątkowe walory literackie Mojego Lwowa na tle emigracyjnej literatury wspomnieniowej, w pracy magisterskiej natomiast badałem podłoże biograficzne franciszkańskiej postawy pisarza oraz dekonstruowałem pozorne sprzeczności w jego życiu, np. decyzję o dobrowolnym wstąpieniu do armii austro-węgierskiej w czasie I wojny światowej mimo deklarowanych antywojennych poglądów.
Józef Wittlin i krytyka genetyczna – proces tekstotwórczy
Aktualnie pod kierunkiem prof. Mateusza Antoniuka przygotowuję rozprawę doktorską na temat procesu tekstotwórczego Wittlina, która ma wyjaśnić praktykę twórczą pisarza oraz powody niezrealizowania wielu literackich pomysłów.
W swoich badaniach jako pierwszy badacz na świecie zwróciłem uwagę na korzyści z opracowywania rękopisów pisarza metodą francuskiej krytyki genetycznej, ukazującej procesy powstawania tekstów literackich. Również jako pierwszy badacz po ponad 100 latach wydobyłem na światło dzienne i omówiłem zapomniany wiersz pisarza na temat Lwowa zatytułowany Ballada anielska.
Aktualne działania
W ramach współpracy i przyjaźni z Elżbietą Wittlin-Lipton, córką Józefa Wittlina, przyczyniłem się do powstania japońskiego przekładu Soli ziemi poprzez odnalezienie i skontaktowanie się z tłumaczem. Podejmuję działania mające na celu wznowienie książki Hiroszima Johna Herseya, przetłumaczonej przez Wittlina i wydanej w komunistycznej Polsce z pominięciem znaczącego, odautorskiego komentarza Kapliczka nieczystego sumienia (co przyczyniło się do podjęcia przez pisarza decyzji o pozostaniu na emigracji w Stanach Zjednoczonych). Ponadto stale zaopatruję córkę Józefa Wittlina w teksty i opracowania ukazujące się w Polsce na temat twórczości jej ojca. Stale dzielę się z nią efektami własnej działalności naukowej.
Kolekcjonuję ponadto pierwodruki dzieł Józefa Wittlina – w moich zbiorach znajdują się m.in. pierwsze wydania Hymnów oraz pierwodruk Soli ziemi z odautorską dedykacją.
Z mojej inicjatywy w marcu 2023 roku na Wydziale Polonistyki UJ odbył się panel naukowy poświęcony twórczości Józefa Wittlina, w ramach którego zaprezentowałem najnowsze ustalenia dotyczące Raptus Europae – nieukończonej książki pozostawionej przez Wittlina w rękopisie.
Trwają aktualnie przygotowania do ogólnopolskiej konferencji naukowej z okazji 50. rocznicy śmierci Józefa Wittlina. Organizatorem konferencji jest Katedra Historii Literatury Polskiej XX Wieku UJ. Więcej informacji wkrótce.
Moje publikacje dotyczące Józefa Wittlina
Nie tylko teoria. Somatyczne doświadczenie Soli ziemi
Jako badacz Wittlina, przez lata analizowałem proces uprzedmiotowienia jednostki w trybach wielkiej machiny wojennej. Ale czym innym jest pisać o subordynacji, a czym innym jej doświadczyć na własnym ciele.
Moje doświadczenie wojskowe stało się dla mnie laboratorium badawczym. Poznałem ciężar oporządzenia, siłę rozkazu i moment, w którym indywidualizm ustępuje miejsca procedurze – dokładnie to, co czuł Piotr Niewiadomski. Dzięki odnalezieniu egzemplarza arcydzieła Wittlina w koszarowej bibliotece (znamienne, pierwsze powojenne wydanie PIW z biogramem traktującym o działaniach pisarza na szkodę Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej oraz genialnym posłowiem Zygmunta Kubiaka Polski homeryda), miałem możliwość bieżącego weryfikowania swoich doświadczeń z tym, co Wittlin opisał 90 lat wcześniej.
Dzięki temu nie opowiadam o antywojennej postawie Wittlina zza biurka. Moja interpretacja jest przefiltrowana przez realne doświadczenie koszar, placu musztry i poligonu, co pozwala mi uczyć o literaturze z empatią, której nie da się wyczytać w bibliotece.
👉 Zobacz, jak łączę doświadczenie wojskowe z działalnością dydaktyczną w zakładce Edukacja.
Mój wkład w badania nad twórczością Józefa Wittlina
Praca z materiałem archiwalnym (zwłaszcza w Dziale Rękopisów Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie) oraz głębokie analizy twórczości pisarza z uwzględnieniem licznych kontekstów pozwoliły mi zweryfikować wiele utartych poglądów na temat twórczości autora Soli ziemi. Moje badania opierają się na analizie materialnej dokumentów – sprawdzam nie tylko co zostało napisane, ale kiedy, gdzie i na czym. Takie podejście prowadzi do zaskakujących wniosków.
Czym naprawdę jest Raptus Europae? Rewizja genologiczna
Celem projektu jest fundamentalna rewizja dotychczasowego stanu badań nad Raptus Europae – tekstem tradycyjnie uznawanym za „dziennik wojenny” lub świadectwo „klęski twórczej” pisarza. Moje badania nad rękopisami dowodzą, że mamy do czynienia z czymś znacznie ambitniejszym: celowym, choć nieukończonym projektem literackim o strukturze silva rerum. To nie chaotyczne notatki uchodźcy, lecz dokument „powstawania” (a nie „powstania”) dzieła, które miało być mityczną „legendą” o upadku Europy, konstruowaną z biblijnym rozmachem.
Wbrew tezom Ewy Wielgosz czy Niny Taylor-Terleckiej wykazuję, że Raptus nie spełnia wymogów gatunkowych dziennika. To eschatologiczny projekt, w którym Wittlin – używając figur Noego, Żyda Wiecznego Tułacza i Antychrysta – próbuje nadać sens chaosowi wojny. Moja praca polega na rekonstrukcji tego zamysłu: odtwarzam planowaną strukturę rozdziałów i wykazuję, że to, co brano za „niemoc twórczą”, było w istocie próbą zmierzenia się z materią tak gęstą i bolesną, że rozsadzała ramy tradycyjnej powieści. Projekt ten przywraca Raptusowi należne mu miejsce: nie jako nieudanemu projektowi, ale jako centralnemu, choć pękniętemu filarowi powojennej twórczości Wittlina. Dokument zarazem w znakomity sposób odsłania nadal nieprzebadane, procesualne aspekty twórczości Wittlina.
Postulat edycji genetycznej Hymnów – w stronę dynamiki tekstu
Najnowsze wydanie Poezji (Instytut Książki, 2025) w opracowaniu prof. Katarzyny Szewczyk-Haake, choć porządkuje kanon w oparciu o szanowaną zasadę editio ultima, mimowolnie odsłania, jak bardzo potrzebujemy dziś innego spojrzenia na dorobek Wittlina. Przyjęta strategia, dążąca do ustalenia jednego, „ostatecznego” tekstu, siłą rzeczy musi zredukować fascynującą dynamikę ewolucji twórczej poety do statycznego pomnika. Tymczasem dla badacza nowoczesności to właśnie ów proces – droga od ekspresjonistycznego krzyku pierwodruków do klasycyzującego wyciszenia wariantów późniejszych – jest kluczem do zrozumienia Wittlina.
Obecny stan edytorski, mimo swoich niekwestionowanych zasług, stwarza ponadto realne ryzyko poznawcze: studenci i badacze, nie mając łatwego dostępu do wariantów historycznych, analizują wczesne, ekspresjonistyczne elementy stylu Hymnów, cytując ich późniejsze, wygładzone wersje, które autor z czasem zredukował. Argument, jakoby współczesny czytelnik mógł samodzielnie dokonać komparatystyki, korzystając z rozproszonych zasobów cyfrowych czy bibliotecznych, wydaje się zrzuceniem odpowiedzialności edytora na odbiorcę. Krytyka genetyczna nie wartościuje wersji na „lepsze” (późniejsze) i „gorsze” (wczesne) – traktuje je jako równoprawne stadia rozwoju dzieła.
Często, z krzywdzącą łatwością, zarzuca się Wittlinowi małą pisarską płodność, redukując jego dorobek do etykiety pisarza jednej książki i jednego tomiku poezji. To fundamentalne niezrozumienie natury jego twórczości. Cyzelowanie Hymnów nie było bowiem aktem niemocy, lecz tytaniczną, benedyktyńską pracą rozłożoną na całe życie – nieustannym zmaganiem się z materią języka. Ograniczając edycję wyłącznie do wersji ostatecznej, paradoksalnie lekceważymy ten wysiłek i unieważniamy pracę życia poety. Widzimy jedynie statyczny punkt dojścia, świadomie zamykając oczy na fascynującą, wieloletnią drogę i niezliczone przystanki, które ukształtowały ten tom.
Dlatego postuluję przygotowanie pełnej edycji genetycznej Hymnów (zgodnej z metodologią genetyki druków). Tylko takie wydanie – ukazujące tekst jako żywą, zmieniającą się tkankę, a nie zastygłą formę – pozwoli nam w pełni dostrzec tytaniczną pracę Wittlina nad słowem i uchroni przyszłe interpretacje przed błędami anachronizmu. Edycja genetyczna jest zatem czymś więcej niż postulatem metodologicznym; jest aktem sprawiedliwości wobec twórcy, udowadniającym, że jego wydawnicze milczenie było w istocie czasem najintensywniejszej, choć ukrytej, walki ze słowem.
Geneza Mojego Lwowa – archeologia autocenzury
Powszechnie znany Mój Lwów (1946) to tekst-ikona: literacki pomnik miasta utraconego. Jednak moja analiza zachowanych rękopisów ujawnia zupełnie inne, dramatyczne oblicze tego dzieła. To, co czytamy w wersji drukowanej, nie jest jedynie spontanicznym, nostalgicznym wspomnieniem, lecz efektem chłodnej, autorskiej kalkulacji i autocenzury.
Analiza genetyczna brulionów dowodzi, że Wittlin pierwotnie planował tekst znacznie bardziej gorzki i politycznie realistyczny. Kluczowym odkryciem jest odnalezienie fragmentów, które pisarz świadomie usunął przed drukiem. Najbardziej wstrząsający z nich dotyczy konfliktów etnicznych, które w pierwodruku zostały całkowicie wygumkowane:
Szowiniści polscy udawali, że we Lwowie niema Ukraińców, szowiniści ukraińscy udawali, że we Lwowie niema Polaków a jedni i drudzy udawali, że we Lwowie niema Żydów. Dlatego trudno było o zgodne współżycie między Lwowianami tych trzech gatunków2.
Wydobycie tego nieznanego akapitu redefiniuje naszą lekturę. Wittlin nie „zapomniał” o konfliktach – on je świadomie wyparł z tekstu, by stworzyć bezpieczny mit dla pokiereszowanej emigracji. Podobnie rzecz ma się z rokiem 1918 i wojną polsko-ukraińską, której Wittlin świadomie nie opisuje i redukuje ją do opisania anegdoty o koledze szkolnym, który specjalnie dla Wittlina wstrzymał walki uliczne. Zapowiada podjęcie tego tematu przy innej okazji, co nigdy nie nastąpiło.
Projekt ten ma na celu rekonstrukcję procesu twórczego pisarza. Badam topografię rękopisu – system kolorowych podkreśleń, symboli i mapowania myśli na papierze. Wykazuję, że Mój Lwów to palimpsest, pod którego gładką powierzchnią kryje się ból, niezgoda na nacjonalizmy i świadoma rezygnacja z prawdy historycznej na rzecz balsamu dla duszy czytelnika.
Wyniki tych badań nie pozostały jedynie w sferze teorii. Odkrycie to po raz pierwszy publicznie ogłosiłem 13 stycznia 2026 roku podczas wykładu dla Koła Naukowego Historii Literatury Polskiej XX Wieku UJ (o założeniu przeze mnie tego Koła zob. zakładkę Koło Naukowe HLP). Wykład ten stał się bezpośrednią inspiracją badawczą – otrzymałem zapewnienie, że trop ten zostanie wykorzystany i rozwinięty w powstającej właśnie pracy licencjackiej jednej ze słuchaczek. Jest to dowód na to, że krytyka genetyczna może być żywym narzędziem dydaktycznym, kształtującym nowe pokolenie badaczy.
Antysemicka krytyka twórczości Józefa Wittlina – anatomia nienawiści
Projekt ten redefiniuje nasze rozumienie antysemickiej krytyki twórczości Wittlina w II RP, obalając mit o jej incydentalnym charakterze. Poprzez wnikliwą kwerendę w prasie nacjonalistycznej wykazałem, że nagonka na autora Soli ziemi nie była „wypadkiem przy pracy” u schyłku lat 30., lecz zorganizowanym procesem trwającym ponad dekadę. Przesunięcie cezury początkowej na połowę lat 20. pozwoliło mi udowodnić, że wykluczanie Wittlina z polskiej wspólnoty narodowej było systematyczną kampanią, a nie nagłym wybuchem.
W tym ujęciu niesławny paszkwil Jerzego Pietrkiewicza Pacyfistyczna mafia przestaje być traktowany jako chuligański wybryk, a staje się logicznym finałem wieloletniej narracji nienawiści. Moje badania dokumentują mechanizm „procesualności zła”: jak język krytyki literackiej stopniowo stawał się narzędziem etnicznego wykluczenia, odbierając pisarzowi prawo do polskości. To nie tylko historia literatury – to studium socjologiczne pokazujące, jak słowo drukowane przygotowywało grunt pod realną przemoc.
Geografia literacka Soli ziemi – prawda czy fikcja?
Ten projekt to praktyczna realizacja idei geohumanistyki i humanistyki cyfrowej. Zamiast traktować przestrzeń Soli ziemi jako umowną scenografię, potraktowałem ją jako mapę do zweryfikowania. Łącząc analizę filologiczną z badaniami terenowymi i narzędziami kartograficznymi (GIS), podważyłem dotychczasowy konsensus naukowy, który uznawał miejscowości takie jak Topory-Czernielica za całkowicie fikcyjne.
Udowodniłem realne istnienie wzorców geograficznych dla świata przedstawionego (m.in. stacja Ițcani, miejscowość Czernelica nad Dniestrem). To odkrycie zmienia optykę lektury: Sól ziemi okazuje się tekstem znacznie mocniej zakorzenionym w konkretnym, fizycznym doświadczeniu monarchii austro-węgierskiej, niż sądzono. Projekt ten stawia nowe pytania badawcze o metodę pracy Wittlina: czy korzystał z map? Czy rekonstruował pamięć topograficzną? Jest to dowód na to, że nowoczesne literaturoznawstwo musi wyjść z biblioteki w „teren” – choćby ten wirtualny – by w pełni zrozumieć tekst.
Popularyzacja wiedzy o Józefie Wittlinie
Poza działalnością naukową, popularyzuję wiedzę o Józefie Wittlinie również poprzez media cyfrowe.
Świadomy rosnącego znaczenia nowych mediów w popularyzacji nauk humanistycznych i literatury pięknej oraz ich potencjału do angażowania szerokiego grona odbiorców, uruchomiłem autorski profil Józefa Wittlina na Instagramie. Wprowadzenie pisarza w medium typowe dla XXI wieku pozwala łączyć archiwalne materiały z nowoczesnymi formami przekazu i dotrzeć do czytelników spoza środowiska akademickiego.
Projektem towarzyszącym będzie strona internetowa. Zgromadzi ona dorobek Wittlina, obszerną bibliografię oraz cyfrowe wersje jego utworów, wykorzystując w tym celu najnowsze osiągnięcia humanistyki cyfrowej – od wygodnego w obsłudze porównywania wariantów tekstów po interaktywne wizualizacje ich różnic.
Autorski profil na Instagramie popularyzujący twórczość Wittlina
Autorski portal na temat życia i twórczości Józefa Wittlina

Z Elżbietą Wittlin-Lipton, córką Józefa Wittlina, Kraków 10.10.2019, fot. Wojciech Ratajczak.


